Wiele osób szuka z uporem godnym lepszej sprawy nieznanych skrótów, sprytnych strategii i tajemnych technik, które pozwolą im lepiej zarządzać czasem. Każdy chce znaleźć metodę, która nagle uporządkuje życie, szybkim cięciem skróci drogę do sukcesu i pozwoli nadrobić lata zaniedbań kilkoma efektownymi trikami.
Paradoks polega na tym, ze najważniejsze rozwiązania zwykle wcale nie są ukryte — tańczą niezauważone na świetnie oświetlonej scenie, w różowych baletowych tutu, machając do nas rozpaczliwie obiema rękami.
Jednym z takich rozwiązań jest dyscyplina.
Pięknie podsumowują to słowa Warrena Buffetta"
„Nie musimy być mądrzejsi od innych. Musimy być bardziej zdyscyplinowani niż inni.”
Pisałem o tym w artykule: Dlaczego wiedza jest ważniejsza niż iloraz inteligencji (IQ).
Większość ludzi nie przegrywa z braku inteligencji, lecz z braku konsekwencji i dyscypliny. Cechy te są jednymi z najważniejszych narzędzi oszczędzania czasu, jak i schodami do sukcesu.
Wszystko sprowadza się do prostej zasady:
Nie przestawaj uczyć się dziedzin, których zacząłeś uczyć się wcześniej i które nadal są dla Ciebie ważne.
Kłopot polega na tym, że brzmi ona banalnie. Brzmi jak najgorszy możliwy truizm. Być może dlatego jest tak szeroko ignorowana.
Lata temu pisałem o krzywej Ebbinghausa, czyli tak zwanej krzywej zapominania. Obrazuje ona tempo, w jakim tracimy dostęp do informacji, których nie powtarzamy, nie wykorzystujemy i nie potrafimy powiązać z wiedzą, którą już posiadamy.
Dane te są równie przygnębiające, co otrzeźwiające.
W uproszczeniu: bez powtórek po kilku dniach może zostać nam w głowie tylko niewielka część materiału, a po kilku tygodniach w głowie zostaje niejasne wrażenie, ze kiedyś coś umieliśmy na ten temat.
To wyjątkowo zdradliwy stan, bo tworzy tzw. iluzje wiedzy. Jesteśmy przekonani, że na pewno tkwi ona gdzieś z tylu głowy. Dopiero gdy trzeba coś powiedzieć lub wytłumaczyć komuś innemu, okazuje się, że był to miraż.
CZAS OD NAUKI | SZACOWANA ILOŚĆ ZAPAMIĘTANEGO ARTYKUŁU | SZACOWANY STOPIEŃ ZAPOMNIENIA |
|---|---|---|
Po 1 dniu | ok. 33% | ok. 67% |
Po 6–7 dniach | ok. 25% | ok. 75% |
Po 1 miesiącu / 31 dniach | ok. 21% | ok. 79% |
Muszę nieustannie przypominać, że krzywa Ebbinghausa nie obrazuje stopnia zapominania informacji, które dobrze rozumiemy, regularnie wykorzystujemy i potrafimy powiązać z wiedzą, którą już posiadamy. Nie opisuje więc każdego rodzaju nauki w identyczny sposób. Nie oznacza, że po miesiącu zniknie 80% każdej ważnej rzeczy, której się kiedykolwiek nauczyłeś.
Niemniej faktem pozostaje, że jeśli przyswajasz materiał powierzchownie, nie wracasz do niego i nie osadzasz go w szerszym kontekście, to po miesiącu możesz przemokniętą od łez chusteczką pomachać swojej wiedzy na pożegnanie. W brutalnym uproszczeniu: nawet 4/5 z niej może ulec dezintegracji — o ile w ogóle zadałeś sobie trud, aby ją naprawdę przyswoić i zapamiętać.
Statystyki nie oddają jednak istoty tragedii tego zjawiska.
Żaden wykres nie jest w stanie trafnie opisać czarnej dziury wysysającej długie połacie Twojego życia. Dziury, która nie powstała przypadkiem. Nie pojawiła się nagle - została przywołana przez Ciebie — przez brak dyscypliny, brak powtórek i brak gotowości do ochrony tego, na co wcześniej poświęciłeś czas.
Zdanie: „Nie mam czasu na powtórki i naukę” jest jednym z najbardziej poplątanych logicznie zdań, jakie można wypowiedzieć.
Na każde 100 godzin, które spędzisz na nauce, ogromna część może przepaść bezpowrotnie, jeśli nie zadbasz o utrwalenie materiału. Gdyby zapytać przeciętną osobę, czy 80 godzin życia to dużo, czy mało, z pewnością odpowiedziałaby, że to olbrzymia ilość czasu. Prawie dwa tygodnie pracy na pełen etat. Kilkadziesiąt spokojnych wieczorów. Cały mały kawałek życia.
Ta sama osoba jednak bez mrugnięcia okiem po skończeniu kursu, podyplomówki czy innego programu nauczania — formalnego lub nieformalnego — oleje powtarzanie wcześniej przyswojonego materiału. W praktyce oznacza to często zaprzepaszczenie efektów setek godzin mniej lub bardziej regularnej pracy.
Nie będzie jej to oczywiście przeszkadzać w późniejszym narzekaniu, że nie ma czasu. Nie będzie jej to przeszkadzać w szukaniu magicznych rozwiązań, aplikacji, trików produktywności cudownych metod, które pozwolą ten czas odzyskać. Z pyłu przepalonego czasu nie da się już niestety wiele ulepić poza najmroczniejszym ze wszystkich pomników — pomnik poświęcony zmarnowanemu czasowi.
Każda jego część składa się z kolejnej wymówki i kolejnej racjonalizacji, dlaczego „nie było czasu” na naukę. Każdy fragment mieni się dziesiątkami złych wyborów spowodowanych brakiem konsekwencji. Wysokość tego okropieństwa nie jest mierzona w metrach, lecz w setkach zmarnowanych godzin.
Najgorsze jest to, że dla większości osób ten pomnik nigdy nie przestaje rosnąć.
Dziesiątki godzin zmieniają się w setki. Setki w tysiące, a te w żal i poczucie winy.
Czuję, że popełniłem w życiu mnóstwo głupich błędów — i to w każdej możliwej dziedzinie.
Jest jednak garść zasad i myśli przewodnich, których trzymałem się od najmłodszych lat. Pozwoliły mi one nie tylko przetrwać skutki wielu durnych wyborów, ale też z nawiązką je zrekompensować.
Jedną z tych zasad jest konsekwentna nauka dziedzin, które są dla mnie ważne — zwłaszcza tych, które później stały się moją pracą.
W przypadku niektórych obszarów oznacza to po prostu utrzymywanie ich od lat na względnie niezmiennym poziomie. Przykładem jest dla mnie język francuski, którego kiedyś używałem w pracy głównie do pisania maili. Nie rozwijam go. Nie robię z niego wielkiego projektu życiowego. Po prostu nie pozwalam tym informacjom zgnić w piwnicy umysłu. Oznaczałoby to dla mnie, ze cały czas, który w przeszłości poświeciłem na jego przyswojenie, został zmarnowany. Odmawiam - nie chce doświadczyć takiej kolosalnej straty.
W przypadku wielu innych dziedzin nie oznacza to nawet aktywnej, uporządkowanej nauki. Często chodzi zaledwie o powtarzanie starych informacji i dokładanie od czasu do czasu czegoś nowego. Mała aktualizacja. Jedna lekcja. Kilka fiszek. Jeden artykuł. Nie jest to dużo, ale wystarczy, bo w pełni wpasowuje się to w tę zasadę: nie trać czasu poprzez pozwoleniu, aby uprzednio przyswojone informacje uległy rozkładowi.
To właśnie takie podejście w dużej mierze odpowiada za moją pozornie szaloną produktywność, którą tak wiele osób mi przypisuje. Nie żyję w alternatywnym wymiarze, w którym doba ma 37 godzin. Po prostu bardzo nie lubię tracić tego, na co już poświęciłem czas.
Czas, który przeznaczyłem na naukę, jest dla mnie zbyt cenny, aby go zaprzepaścić. Jeśli Twoje życie również jest dla Ciebie cenne, ta zasada powinna służyć Ci naprawdę dobrze:
nie pozwalaj umierać wiedzy, za którą już zapłaciłeś swoim czasem.
ROZKŁAD WIEDZY I NIEZGŁĘBIONA STUDNIA ŻALU
Z racji mojej pracy oraz zajmowania się tematyką pamięci i języków obcych — zarówno od strony teoretycznej, jak i praktycznej — od wielu lat mam olbrzymi przywilej obserwowania rzeczywistych konsekwencji ignorowania powyższej zasady.
A bodaj największą z nich jest głęboki, niezgłębiony żal.
Trudno zliczyć wszystkie osoby, które przez lata napisały do mnie wiadomości pełne gorzkiego żalu, że zaniedbały naukę. Dla niektórych przybierał on formę ignorowania języka obcego po studiach — aż po latach język ten zwietrzał, wyblakł i skurczył się do cichej modlitwy, aby nikt na firmowym callu nie zadał im pytania po angielsku, a recepcjonista w Egipcie okazał się jednak Polakiem.
Dla innych był to powolny rozkład wiedzy zawodowej, aż w końcu nadszedł moment, w którym uświadamia sobie, że nie jest w stanie nawet zmienić pracy, bo nie ma już odpowiednich kwalifikacji.
Bliskim przyjacielem żalu jest niskie poczucie własnej wartości, które często przebija się przez takie wiadomości. To niewypowiedziane poczucie, że człowiek zawiódł samego siebie. Wielokrotnie obiecywał sobie powrót do nauki, ale za każdym razem pozwalał, aby życie, rozproszenia i wygodne wymówki triumfowały. Nie jest to coś, co da się schować przed światem - zawsze będzie ono przebijać w rozmaitych dziedzinach życia.
Inne wymiary konsekwencji są bardziej życiowe: gorsze zarobki, mniejsza mobilność zawodowa, uczucie niepewności w dynamicznie zmieniającym się świecie, czy też bolesna świadomość, że kolejne okazje przechodzą obok, bo zbyt długo odkładało się naukę na później.
To właśnie jest jeden z najbardziej okrutnych aspektów zaniedbanej wiedzy. Żal za czasem, który już został poświęcony, ale nie został ochroniony.
DYSCYPLINA NIE OZNACZA BRAKU ELASTYCZNOŚCI
„Nie przestawaj uczyć się dziedzin, których zacząłeś uczyć się wcześniej i które są dla Ciebie ważne.”
Zwróć szczególną uwagę na ostatnią część tego zdania: „które są dla Ciebie ważne”.
Nie zakładamy tutaj braku elastyczności. Dyscyplina nie oznacza, że masz do końca życia kurczowo trzymać się każdej dziedziny, która kiedykolwiek pojawiła się na Twoim radarze. Zainteresowania przychodzą i odchodzą. Czasy się zmieniają. Życie jest dynamiczne i trudno przewidzieć, które kompetencje będą dla nas równie istotne za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat.
Samo to sprawia, że nie można chwycić się dowolnej dziedziny z poczuciem pewności, że zawsze będzie miała dla nas taką samą wartość. Czasem trzeba coś porzucić. Bywa, że trzeba obiektywnie przyznać, że dana umiejętność była ważna na wcześniejszym etapie życia, ale dziś nie zasługuje już na tyle uwagi.
Wszystko sprowadza się do mądrej selekcji.
ASYMETRIA PODTRZYMANIA WIEDZY
Jedno jest pewne = powinieneś w pełni koncentrować się na wiedzy, która udowadniała i nadal udowadnia swoją przydatność — albo wciąż jest dla Ciebie ważna niezależnie od przyczyn. To właśnie tona zasługuje na ochronę.
To podejście tworzy asymetrię podtrzymywania wiedzy — premię za niepozwalanie wiedzy umrzeć. Wymaga niewielkiego, regularnego wysiłku, ale chroni przed ogromną stratą czasu, poczucia sprawczości i przyszłych możliwości.
Koszt utrzymywania wiedzy przy życiu jest relatywnie niewielki, ale zysk jest nieproporcjonalnie większy.
To jedna z najprostszych form życiowego procentu składanego. To właśnie ta nudna konsekwencja umożliwia uzyskanie niespotykanej przewagi nad innymi.
Mówimy o przewadze, która po wielu latach zaczyna rosnąć w sposób wręcz wykładniczy.
Sekret tego podejscia, co zabawne, najlepiej podsumowala kreskowka BoJack Horseman:
„Z każdym dniem będzie łatwiej. Każdego dnia odrobinę łatwiej. Ale musisz robić to codziennie — i właśnie to jest najtrudniejsze. Tylko że naprawdę będzie łatwiej." (“It gets easier. Every day it gets a little easier. But you gotta do it every day — that’s the hard part. But it does get easier.”)




Mam wrażenie, że ostatnio w artykułach nawiązujesz trochę do idei MJ DeMarco i jego książek. Czytałeś może, czy to przypadek? 🙂
Nie znam nawet ze slyszenia niestety. Dla mnie to bardziej przelewanie całego mnóstwa rzeczy, które przekazywałem ludziom na konsultacjach i szkoleniach od ponad 10 lat.
Teraz po prostu werbalizuję to 🙂
Trafiasz w sedno: utrzymywać wiedzę taniej, niż odzyskiwać. Ale zatrzymujesz się tam, gdzie zaczyna się prawdziwy problem…
Bo „powtarzaj to, co ważne” brzmi mądrze, dopóki nie spróbujesz tego zrobić. Po czym poznajesz, że coś jest ważne, zanim minie pięć lat?
Malujesz utrzymanie wiedzy jako drobny wieczorny wysiłek: jeden artykuł, jedna lekcja. Ale pomijasz, że najtrudniejsza są ciagle decyzje, co w ogóle zachować. Sto godzin kursu to tysiące faktów. Których bronisz, a które puszczasz? Bez tego filtra „nie pozwól wiedzy umrzeć” zmienia się w nakaz utrzymywania niemal wszystkiego, a to się nie skaluje. Wiem, bo jestem po Kuznij Ekspertów i naprawdę próbowałem (i nadal próbuję) i jest to przerażające poczucie.
Radzisz porzucać rzeczy nieważne, więc sam przyznajesz, że część zapominania jest mądra 🙂 Zapomniany francuski po zmianie pracy to nie „pomnik zmarnowanego czasu”, tylko rozsądna selekcja. Skąd więc groza? Jeśli zapominanie bywa trafnym wyborem, to nie każda utracona wiedza zasługuje na łzy i poczucie winy, którymi nas straszysz 🙂 Pozdrowienia!
Janek, komentarz brzmi troche, jakbys pierwszy raz w zyciu mial stycznosc z artykulem. Artykuł to nie książka – nie rozwija każdej myśli. Jego celem nie jest opisanie każdego możliwego wątku (w tym definiowanie, czym jest „ważna” wiedza), lecz – jak głosi tytuł – wykazanie, że brak podtrzymywania wiedzy to strata czasu. Pozdrawiam!
Fair point, Bartek!
Sam przecież uczysz, że nie wszystko trzeba zapamiętywać, oddzielać ziarno od plew, ANKI jako scrapbook, przykład lekarza gdzie długie fiszki były czystą stratą. Więc koszt ewidentnie się dla Ciebie liczy.
Tylko zauważam, że każde „czy warto?” w kursie rozwiązuje się wewnątrz metody. Słaba fiszka ma się stac lepszą fiszką, albo ląduje w scrapbooku. A ja ciągle zderzam się z krokiem wcześniej, czyli decyzją czy dana wiedza w ogóle ma trafić do ANKI, zamiast po prostu sprawdzić ją w razie potrzeby albo świadomie odpuścić.
Artykuł stawia sprawę tak, że to pozwolenie wiedzy umrzeć jest tym kosztownym błędem. Ale dla części wiedzy czy tym błędem nie jest samo kodowanie i utrzymywanie, nawet zrobione „idealnie”? Gdzie dla Ciebie leży granica między „zrób z tego magnes” a „to akurat taniej wygooglować raz na ruski rok”? Podejmujesz tę decyzję świadomie, czy po latach stała się już czystą intuicją?
Jak najbardziej tego uczę i uważam, że jest to jak najbardziej słuszne podejscie. Natomiast zwróć uwagę prosze, że tutaj poruszasz temat w ogóle niezapamiętywania informacji, a sam artykuł mówi o utrzymywaniu wiedzy, która została zapamiętana. Jeśli chodzi o pytanie, czy warto szeroko pojęte, w sensie czy warto zapamiętać w ogóle daną informację albo czy warto utrzymywać taką wiedzę, to jest to niesamowicie szeroki temat.
Myślę, że Twój punkt jest bardzo słuszny, że warto będzie to rozwinąć. Postaram się to zrobić w jednym z najbliższych artykułów.
Bo tutaj oczywiście mamy niesamowitą ilość zmiennych, które będą na to wpływać. Mój francuski, który poruszyłeś, jest świetnym przykładem. W pełni rozumiem, że dla większości osób nieutrzymywanie takiego języka, z którym straciło się niejako kontakt zawodowy, jest w pełni uzasadnione. Dla mnie natomiast języki, których zacząłem się uczyć, są częścią tożsamości. Innymi słowy, ważność utrzymywania tych języków wykracza u mnie zdecydowanie poza samą użyteczność praktyczną danego języka. Myślę, że to świetny przykład tego, jak ta szeroko pojęta ważność może być różnie definiowana przez różne osoby.
U mnie większość tych decyzji i wyborów jest rozwiązywana poprzez dwa pytania: Jak użyteczna jest dla mnie ta wiedza? I jak ważna albo interesująca jest dla mnie. Pierwsze bazuja na czystym pragmatyzmie – chce miec duzo informacji, dotyczacych dziedzin, ktore maja dla mnie praktyczne znaczenie, zarowno zawodowe, jak i prywatne.
Drugie kryterium bazuje na wielu innych pobudkach, w tym czystej ciekawosci. IdeDwie kategorie się ze sobą, oczywiście, zazębiają w jakiś sposób.