Większości z nas zdarzyło się kiedyś spotkać osobę, która zdawała się być prawdziwym sawantem w dziedzinie, w której się specjalizuje lub którą się interesuje. Nie są to sytuacje, które łatwo zapomnieć. W takich momentach trudno nie poczuć, że obcuje się z czymś rzadkim i wyjątkowym. Przypomina o tym nieustannie myśl:
„Przeciętność pozostaje niewidzialna, dopóki pasja nie rzuci na nią światła”.
Nie chodzi tutaj o popisy erudycji w najgorszym sensie tego słowa, które przywodzą na myśl wyłącznie publiczny, intelektualny onanizm. Chodzi o manifestację czystej, nieskrępowanej wiedzy i niesamowitej płynności myślenia. Każdy fakt jest starannie połączony z dziesiątkami innych, tworząc tak gęstą sieć informacji, że wydaje się, iż nie prześliźnie się przez nią ani jedna nieścisłość.
Nieważne, że ta gonitwa faktów sprawia, iż zaledwie po chwili czujemy, że nie jesteśmy w stanie nadążyć za tym, co dzieje się w głowie naszego rozmówcy. Samo obcowanie z takim człowiekiem i jego pasją to doświadczenie niemal metafizyczne. Jest ono źródłem zarówno inspiracji, jak i frustracji – ciężko bowiem uciszyć wewnętrzny głos przepełniony wątpliwościami, który podpowiada nam, że wszystko przychodzi tej osobie niejako bez wysiłku i jest prawdopodobnie poza zasięgiem większości z nas.
Tym artykułem chciałbym na wieki wieków zakneblować ten wewnętrzny głos wątpliwości. Owszem, nie ma przesady w stwierdzeniu, że takim osobom używanie wiedzy przychodzi bez wysiłku. Stoi za tym jednak bardzo logiczne wyjaśnienie, które – mam nadzieję – sprawi, że zrozumiesz, iż jest to poziom osiągalny dla większości z nas.
PORAŻAJĄCY KOSZT NAUKI NOWYCH UMIEJĘTNOŚCI
Nauka nowej umiejętności wymaga Twojej pełnej uwagi, wysiłku oraz stałej kontroli, przez co mocno obciąża pamięć roboczą i generuje duże obciążenie kognitywne. Słowem kluczowym jest tutaj oczywiście „większość”.
Ogólna zasada brzmi: koszt opanowania nowej sprawności rośnie proporcjonalnie do tego, jak bardzo obca jest nam dana dziedzina.
Im więcej punktów wspólnych – lub punktów zaczepienia – znajdziesz między wiedzą, którą już posiadasz, a umiejętnością, którą chcesz przyswoić, tym mniejszy będzie koszt jej zdobycia. I odwrotnie: im mniej takich punktów styku, tym wyższą cenę przyjdzie Ci zapłacić.
Każdy punkt zaczepienia między nowo nabywaną umiejętnością a tymi, które już posiadasz, zmniejsza ogólny ciężar jej przyswojenia. To element, który mózg może przestać świadomie nadzorować. Reszta składowych wymaga natomiast nieustannej kontroli: trzeba pamiętać, co zrobić najpierw, co potem, gdzie popełnia się błędy, jak zastosować regułę i jak nie pomylić jej z inną.
Pomyśl o tym choćby przez pryzmat nauki czytania. Gdy dziecko uczy się czytać, nie ma absolutnie żadnego punktu zaczepienia. Odszyfrowywanie literek z kartek książki i składanie ich w całość to coś, czego taki maluch nigdy wcześniej nie robił. Konsekwencją jest nieustająca kaskada jąkania się, niezręcznych pauz i narzekania, że czytanie jest potwornie ciężkie. Tak właśnie wygląda nauka nowej sprawności przy całkowitym braku punktu zaczepienia.
Jak trudno jest jednak nauczyć się czytać w innym języku, jeśli posiadasz już ogólną umiejętność czytania? Myślę, że większość z nas potwierdzi (zakładając oczywiście opanowanie nowego języka na odpowiednim poziomie), że nie jest to nic specjalnie trudnego, pod warunkiem że znasz już słownictwo i gramatykę. Ten przykład świetnie obrazuje, że przyswajanie umiejętności zbieżnych z tymi, które już posiadamy, drastycznie obniża koszt ich zdobycia. Czytanie w jednym i drugim języku zazębia się w obrębie całego mnóstwa komponentów, dzięki czemu automatyzacja tej umiejętności zachodzi znacznie szybciej.
Klasycznym przykładem jest prowadzenie auta. Kurczowo zaciskając palce na kierownicy „elki” podczas kursu na prawo jazdy, ciężko pojąć, jakim cudem płynna jazda jest w ogóle możliwa. Mamy świadomość, że to wykonalne – choćby dlatego, że właśnie minął nas kierowca ciężarówki prowadzący 20-tonową bestię łokciem, bo akurat potrzebował obu rąk, by utrzymać kanapkę z Żabki. Niemniej, dla żółtodzioba bez prawa jazdy brzmi to jak absolutna abstrakcja.
Po wielu powtórkach dzieje się jednak coś kluczowego: czynność zaczyna się automatyzować. Mózg nie musi już przetwarzać każdego elementu osobno. Nie ma znaczenia, czy mówimy o umiejętnościach motorycznych, czy o złożonych pakietach informacji – ewidentnie zaczynamy przetwarzać je coraz efektywniej.
Pytanie brzmi: dlaczego?
IM CZĘŚCIEJ WYKONUJESZ DANĄ CZYNNOŚĆ, TYM MNIEJ ENERGII ONA KOSZTUJE
Z neurokognitywnego punktu widzenia praktyka diametralnie zmienia sposób pracy naszego mózgu. Badania obrazowe pokazują, że po treningu często spada aktywność obszarów związanych z kontrolą poznawczą, uwagą i wysiłkiem wykonawczym. Tłumacząc z języka naukowego na polski: oznacza to, że dane zadanie jest wykonywane z mniejszą potrzebą ciągłego nadzoru. Jednocześnie zaczyna spadać fizyczny koszt wykonywania tej umiejętności.
W klasycznym już badaniu Haiera i współpracowników z 1992 roku sprawdzano, jak trening w grę Tetris wpływa na metabolizm glukozy w mózgu. Uczestnicy ćwiczyli codziennie przez okres od 4 do 8 tygodni.
Po treningu ich wynik poprawił się ponad 7-krotnie, ale zużycie glukozy w wielu obszarach kory mózgowej wyraźnie spadło.
Ponieważ glukoza w takich wypadkach jest mobilizowana po to, aby dostarczyć energii do przetwarzania informacji, wniosek jest prosty: mózg wykonywał zadanie znacznie lepiej, ale przy znacznie mniejszym koszcie metabolicznym.
Warto jednak dodać, że nie oznacza to spadku aktywności całego mózgu. Najczęściej chodzi o mniejszą aktywność kory przedczołowej, zakrętu obręczy i obszarów ciemieniowych – czyli struktur odpowiedzialnych za kontrolę, uwagę i pamięć roboczą. Z kolei w tym samym czasie może rosnąć aktywność innych, bardziej wyspecjalizowanych obszarów zadaniowych.
Zjawisko to zostało zreplikowane w setkach różnych badań. Przykładowo, w eksperymentach z lat 1994–1998 uczestnicy mieli za zadanie podawać czasownik pasujący do pokazywanego rzeczownika (np. „piłka → rzucać”), a aktywność ich mózgu była śledzona przy pomocy badania PET. Gdy zadanie było nowe, mocno angażowało obszary związane z wysiłkiem poznawczym: korę przedczołową, przedni zakręt obręczy i móżdżek. Po przećwiczeniu tych samych par słów aktywność przesuwała się w stronę bardziej wyspecjalizowanych, automatycznych obszarów, a część sieci kontroli poznawczej wyraźnie słabła.
W przeglądzie dotyczącym tego zagadnienia autorzy piszą, że spadki zakresu lub intensywności aktywacji są powszechne w większości badań nad praktyką, a najczęściej interpretuje się je po prostu jako wzrost „wydajności neuronalnej”.
3 WAŻNE KONSEKWENCJE ZUŻYWANIA CORAZ MNIEJSZEJ ILOŚCI ENERGII NA NOWĄ UMIEJĘTNOŚĆ
Z mechanizmu spadku kosztów energetycznych podczas nauki wynika cała rzesza konsekwencji. Oto trzy najważniejsze z nich:
1. WIEDZA JEST WAŻNIEJSZA NIŻ ILORAZ INTELIGENCJI (IQ)
Mimo że mamy już rok 2026, wielu ludzi wciąż absolutnie fetyszyzuje wskaźnik IQ. Osobiście nie należę do entuzjastów tego podejścia, a powodem jest właśnie omawiana zależność. Ostatecznie wszystko sprowadza się do ilości czasu spędzonej na optymalnej praktyce. Szerzej ten temat opisuję w artykule: Dlaczego wiedza jest ważniejsza niż iloraz inteligencji (IQ).
Nie zrozum mnie źle – to absolutnie jasne, że każdy z nas ma określone predyspozycje. Te różnice indywidualne sprawiają, że niektórym osobom będzie nieporównywalnie łatwiej przyswoić wiedzę z konkretnej dziedziny. Nie zmienia to jednak ogólnego obrazu sytuacji: praktycznie każda osoba, która wystarczająco głęboko zaangażuje się w dany temat (szczególnie jeśli chodzi o wiedzę), będzie w stanie osiągnąć niesamowicie wysoki poziom.
2. EFEKT KULI ŚNIEŻNEJ W NAUCE
Drugą niesamowicie ważną konsekwencją jest coraz mniejszy koszt pozyskiwania wiedzy z dziedziny, w której się specjalizujemy, oraz z dziedzin pokrewnych. Im więcej się uczysz, tym łatwiej jest dołączać kolejne cegiełki do Twojej fortecy wiedzy. Nieustanna nauka tworzy sytuację, w której automatycznie mamy coraz więcej punktów zaczepienia między posiadaną przez nas wiedzą a wiedzą, którą dopiero nabywamy.
Jest to mechanistyczne wyjaśnienie tak zwanego efektu kuli śnieżnej – im więcej wiemy, tym łatwiej i tym więcej jesteśmy w stanie się nauczyć.
Świetnym tego przykładem są języki obce. Nauka pierwszego dla większości osób to absolutny koszmar. Drugi język obcy również wydaje się nie lada wyzwaniem. Natomiast każdy kolejny przychodzi coraz łatwiej. To bardzo proste wyjaśnienie zjawiska poliglotyzmu czy też hiperpoliglotyzmu, gdzie ludzie są w stanie opanować kilka, a nawet kilkanaście języków na relatywnie zaawansowanym poziomie.
3. „NADLUDZKA” WYDAJNOŚĆ ENERGETYCZNA
Ostatnią konsekwencją jest mniejsza ilość energii, która jest zużywana na naukę. To właśnie ona sprawia, że wielu specjalistów w swoich dziedzinach zdaje się być dla przeciętnego Kowalskiego niejako nadludźmi. Są oni w stanie tkwić w książkach czy projektach przez długie godziny, nie wykazując żadnych oznak zmęczenia. W tym samym czasie osoby zaczynające dopiero swoją przygodę z daną dziedziną wiedzy poczują się absolutnie przebodźcowane nawet po trzydziestu minutach nauki.
Również wydobywanie tych informacji oraz szeroko rozumiane używanie ich jest mniej energochłonne. To z kolei tłumaczy, dlaczego takie osoby są w stanie rozwiązywać ciężkie problemy w naprawdę krótkim czasie, tworząc i zauważając różnego rodzaju sieci zależności, które dla innych pozostawały całkowicie ukryte.



Przykłady w stosunku do mnie totalnie chybione, ponieważ odkąd tylko pamiętam nie miałem trudności z nauką czytania – nie potrafię nawet znaleźć jakiegoś punktu odniesienia, gdzie uczyłem się czytać, bo po prostu „urodziłem się” już z tą umiejętnością. Co ciekawe, nie przełożyło się to na naukę języków obcych – nie znam żadnego i mam do nich jakąś dziwną awersję. Być może wynika to z braku potrzeby i wielu współczesnych narzędzi (tłumaczy), a przede wszystkim z „WIEDZA JEST WAŻNIEJSZA NIŻ ILORAZ INTELIGENCJI (IQ)”, więc nigdy nie widziałem sensu nauki języków obcych, gdy w tym czasie (nauki języka obcego) można było zdobyć nową wiedzę, która w mojej hierarchii wartości była zdecydowanie wyżej. Zawsze wydawało mi się to archaiczne, jak obliczenia przy pomocy liczydeł/umysłu, zamiast kalkulatora lub innych narzędzi, co nie oznacza, że warto znać same mechanizmy tych „archaicznych” sposobów obliczeń.
Przy okazji, jazda ciężarówką jest łatwiejsza niż jazda osobówką, a jazda autobusem nie dość, że łatwa, to jeszcze najbardziej komfortowa z wszystkich pojazdów 🙂
Jedynym punktem odniesienia z nauką czytania jest okres przedszkolny, gdzie niemal wszyscy „dukali”, a ja z marszu czytałem płynnie i sam byłem wtedy zdziwiony, że ktoś nie umie czytać. Później nawet wykorzystałem to na maturze z j. niemieckiego, gdzie komisja dała się nabrać na płynność tekstu niemieckiego, bo go nie znała i chciała jednogłośnie dać mi najwyższą ocenę, ale nauczycielka j. niemieckiego wiedziała, że klepię bzdury i stanowczo zaoponowała za niższą oceną XD
P.S.
Wiedza jest najważniejsza i póki co, nie odnaleziono genu inteligencji lub udowodniono na przykładzie wybitnych osób, że ten gen został przekazany ich potomstwu.
I jeszcze jedna istotna rzecz. W każdej dziedzinie jaką się bada, najważniejsze jest „dotknąć” jej esencji, wtedy przychodzi ta łatwość. Można od strony technicznej być najlepszym, ale jeżeli nie poczuje się tej „esencji”, to widać i czuć od razu, że ktoś jest tylko technicznie bardzo dobry i nic więcej.
Przykład z jazdą samochodem jak najbardziej trafiony. Ja podczas kursu myślałem, że nigdy nie będę przekraczał prędkości bo wydaje mi się ze już jadę dużo za szybko a teraz no cóż 😀
Ja też pamiętam jak pierwsze tygodnie po zdaniu prawka omijałem największe ronda w centrum miasta i jeździłem gdzieś dookoła XD teraz to się wydaje śmieszne 😀