Jest coś niesamowicie ironicznego w fakcie, że praktycznie wszyscy ludzie dążą do sukcesu, a jednocześnie niemal nikt nie chce przyglądać się temu, co naprawdę do niego prowadzi.
Porażka nie jest postrzegana jako cokolwiek wartościowego. Błędy są piętnowane, wytykane i zapamiętywane jako dowód niedoskonałości. Proces ten rozpoczyna się już we wczesnym dzieciństwie. Mimo najlepszych intencji pierwsze elementy takiego podejścia wpajają nam rodzice. Szkoła z kolei doprowadza je do perfekcji.
System edukacji zbyt często przypomina prawdziwe igrzyska mentalnego wpierdolu. Niepokojąco wielu nauczycieli znajduje niemal sadystyczną przyjemność w publicznym wytykaniu uczniom ich niedociągnięć. Źle udzielona odpowiedź nie staje się początkiem analizy. Richard Feynman miał piękną myśl na ten temat, która brzmiała następująco:
„Gdy ktoś mówi coś, co wydaje ci się bezsensowne lub głupie, nie spiesz się z krytyką. Zamiast tego spróbuj zrozumieć, jaki ciąg myślowy doprowadził tę osobę do takiego wniosku.”
Nie jestem oczywiście na tyle idealistą, że uważam, że podejście takie jest możliwe do realizacji w systemie edukacji. Jest natomiast na nie mnóstwo miejsca poza szkołą.
W szkole natomiast błąd staje się podstawą do wystawienia oceny, wpisania minusa albo wygłoszenia złośliwego komentarza, że : „Może ktoś mądrzejszy spróbuje odpowiedzieć na to pytanie”. Z racji tego, że nauczaniem innych zajmuję się już ponad połowę życia, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że liczba osób, których poczucie własnej wartości zostało pokiereszowane przez system edukacji, jest niepokojąco duża.
Nic dziwnego, że młody człowiek bardzo szybko wyciąga z tego logiczny wniosek:
Najbezpieczniej jest nie popełniać błędów.
Podejście to prowadzi do szalenie niebezpiecznej konsekwencji, która jest wszechobecna w społeczeństwie.
NAJNIEBEZPIECZNIEJ JEST NIE POPEŁNIAĆ BŁĘDÓW
Wróćmy na chwilę do upiornych scen z lat młodości, gdy siedziałeś w klasie i wiedziałeś, że nie znasz najprawdopodobniej odpowiedzi na pytania, które zadaje lub zada nauczyciel. Cała postawa kurczyła się. Chciałeś wręcz wtopić się w ławkę i pozostać niezauważonym.
Strach przed krytyką, strach przed popełnianiem błędów nieuchronnie prowadzi do bierności.
Bierność, niewychylanie się, brak akcji – wszystkie te synonimiczne postawy stają się swoistą tarczą przed krytyką i błędami. Są one w pełni zminimalizować ilość negatywnych odczuć, które będą towarzyszyć popełnianiu błędów.
Elbert Hubbard pięknie podsumował to w słowach:
„Jeśli chcesz uniknąć krytyki: nic nie mów, nic nie rób, bądź nikim.”
Zwróć uwagę, co dzieje się, kiedy usuwamy możliwość identyfikacji danej osoby. Jak zachowują się anonimowe konta na różnych portalach? Wykazują się ZNACZNIE większą odwagą, na dobre i na złe, niż konta podpisane imieniem i nazwiskiem.
Co dzieje się, kiedy uczestnicy ankiet mają gwarancję anonimowości? Również widać wyraźny wzrost odwagi w działaniu i wyrażaniu opinii. Rezultat taki jest w pełni zrozumiały - w takich przypadkach albo krytyka lub wdanie się w dyskusję z daną osobą jest niemożliwe, albo nie jest ona odbierana tak osobiście.
Wracając natomiast do wątku, chęć unikania błędów nieuchronnie prowadzi do bierności. Można napisać książkę na temat tego, jak głęboko sięgają konsekwencje tej postawy. Pozwól, że podam tylko jeden przykład:
- Tylko 3% dorosłych Polaków (w wieku 18–64 lata) deklaruje zamiar otwarcia działalności gospodarczej w ciągu najbliższych 3 lat.
- Jest to najniższy wynik spośród 51 państw objętych badaniem GEM na świecie (dla porównania średnia europejska wynosi ok. 12%).
- Udział osób prowadzących młode firmy (działające na rynku do 3,5 roku) spadł w Polsce z poziomu 9,1% (w 2011 r.) do około 2,5%.
Nie popełniaj błędu, który robi większość ekonomistów – to nie jest kwestia głównie łatwości prowadzenia biznesu, otwierania firm i tym podobnych czynników. Czy są one ważne? Jasne. Czy obciążenia podatkowe są upierdliwe? Pewnie. Nic natomiast nie przebija awersji i strachu przed porażką.
Z racji tego, że życie dość szybko warunkuje, aby traktować błąd jak porażkę, jego popełnienie najczęściej wypełnia nas szwedzkim bufetem negatywnych emocji – żalem, złością i goryczą.
„Jestem debilem”.
„Jak mogłem tego nie zauważyć?”
„Przecież to było oczywiste”.
„Zawsze robię takie głupie błędy”.
Nie ma prawie osoby, która nie uczestniczyłaby od czasu do czasu w tym osobliwym festiwalu samobiczowania.
Nie zrozum mnie źle. Uważam, że pewne natężenie negatywnych emocji po popełnieniu błędu może być pożądane. Dyskomfort informuje nas, że wydarzyło się coś istotnego. Skupia uwagę i może zwiększyć prawdopodobieństwo, że następnym razem zachowamy się inaczej.
Teoria teorią, a życie życiem. W praktyce zamiast pytać:
„Co dokładnie poszło nie tak?”
pytamy:
„Co jest ze mną nie tak?”
Nawet badania nad uczeniem się na błędach pokazują, że sama pomyłka nie prowadzi automatycznie do poprawy. Błąd może uruchomić głębsze przetwarzanie informacji, ale może również wywołać silne emocje, które prowadzą do wycofania, obrony własnego obrazu albo unikania dalszych prób. Aby błąd stał się użyteczny, musi zostać przeanalizowany w sposób refleksyjny i połączony z właściwą informacją zwrotną.
Kluczem jest więc zmiana nastawienia do błędów. Jeśli chcemy uczynić z nich narzędzie, musimy zmienić sposób, w jaki je postrzegamy.
POGODZIĆ SIĘ Z BŁĘDAMI
Jedną z największych miłości i obsesji mojego życia jest nauka i przyswajanie informacji. Do tej pory uważam, że nie ma nawet jednej umiejętności, która byłaby w stanie się z nimi równać.
Umiejętność efektywnego uczenia się jest swoistym mnożnikiem wszystkich pozostałych zdolności. Pozwala szybciej opanowywać języki, procedury, dziedziny naukowe, umiejętności zawodowe i praktyczne.
Moja droga do wypracowania szalenie efektywnych systemów przyswajania wiedzy była jednak bardzo długa. Wiele razy napotykałem przeszkody, które wydawały mi się niemal niemożliwe do pokonania.
Do tej pory pamiętam, jak z maniakalnym błyskiem w oku tłumaczyłem każdemu, kto miał jeszcze siłę mnie słuchać, że dojście do stuprocentowej retencji puli informacji jest całkowicie zależne od:
- nadania informacjom odpowiedniego zabarwienia emocjonalnego,
- właściwego połączenia algorytmów powtórkowych,
- odpowiedniego operowania pamięcią krótkotrwałą,
- optymalizacji interwałów,
- właściwej konstrukcji fiszek,
- kontroli liczby powtórek,
- dziesiątek innych zmiennych.
Wierzyłem, że jeżeli uda mi się wystarczająco dobrze zaprojektować system, zapominanie zostanie prawie całkowicie wyeliminowane. Podejście to było oczywiście częściowo uzasadnione – wszystkie te czynniki odgrywają rolę w efektywnej nauce.
Naiwnym było natomiast twierdzenie, że efektywna nauka sprowadza się tylko i wyłącznie do nich.
O błędności takiego sposobu myślenia pisałem szerzej w artykule „Jałowa pogoń za idealnym algorytmem i aplikacją do nauki”. Algorytm może pomóc określić, kiedy należy wrócić do informacji, ale nie jest w stanie zagwarantować, że została ona dobrze zrozumiana, połączona z resztą wiedzy i zakodowana w sposób umożliwiający jej użycie.
Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy uświadomiłem sobie dwie rzeczy.
- Nie istnieje gwarancja długotrwałego zapamiętania informacji po jednej sesji nauki. Często nie istnieje ona również po wielu sesjach.
- Zapominanie jest najlepszą możliwą informacją zwrotną w procesie nauki.
Druga obserwacja była dużo ważniejsza. Pomogła mi zrozumieć, że błąd jest informacją zwrotną. Bardzo często najlepszą możliwą, jaką możemy otrzymać. Jest to swoisty wynik testu diagnostycznego.
Pokazuje, że pomiędzy informacją a zdolnością do jej wydobycia istnieje konkretna słabość. Bez zapominania nie wiedziałbyś, gdzie ona się znajduje. Świadomość ta pozwala więc w pełni zmodyfikować swoje podejście do nauki takiej informacji.
Identyczna sytuacja tyczy się popełniania błędów w jakiejkolwiek innej dziedzinie. Każdy z nich to potencjalna kopalnia złota, jeśli chodzi o korektę naszych zachowań, poprawy poziomu naszej wiedzy, umiejętności, a nawet poprawy relacji z innymi.
Aby jednak uzyskać taką informację zwrotną, musimy dokonać analizy. Aby dokonać analizy, musimy przestać bać się błędów i porażek.
Jak tego dokonać? Istnieje wiele podejść – mam nadzieję, że napiszę na ich temat osobne artykuły. Jednym z nich jest przykładowo sprawienie, że konsekwencje ich popełnienia są niskie. Natomiast moim ulubionym jest tzw. „zmiana etykiety”.
Błąd, porażka, pomyłka – wszystkie te słowa mają tak głęboko negatywne konotacje, że próba ich zmiany jest praktycznie automatycznie skazana na porażkę. Jest to niczym próba zmiany znaczenia słowa „wywłoka”. Ilekroć słyszę, że jakiś opętany coach każe oswoić się z tymi słowami, polecam takiej osobie zacząć najmilszym możliwym tonem, aby podjął bohaterską próbę zmiany znaczenia i emocji przypisanych temu słowu poprzez nazywanie przykładowo każdej kobiety w spódniczce „wywłoką”. Brzmi głupio? No właśnie.
Zmiana etykiety jest z kolei dosyć bezproblemowa. Nie zmienia ona w żaden sposób natury czynności, którą wykonujesz. Zmienia natomiast sposób, w jaki ją postrzegasz.
Jaka etykieta jest najlepsza? Moim zdaniem jest nią „eksperyment”. Niesamowicie rzadko się zdarza, aby ktoś mówił w kontekstach eksperymentów o porażce albo błędach.
Sama natura tego słowa zakłada, że jest to próba, której celem jest sprawdzenie, jaki będzie jej rezultat. Zauważyłem, że używanie tego słowa zdejmuje z człowieka praktycznie cały ciężar emocjonalny, który towarzyszy próbom i podejściom, które eksperymentami nie są.
PRZYKŁAD NIE-EKSPERYMENTU:
Spróbowałeś założyć firmę i Ci nie wyszło? Wow, gratulacje, życiowy przegrywie. Nic dziwnego, że nie kocha Cię mama, a żona chce zostawić. Ale wstyd...!
PRZYKŁAD EKSPERYMENTU:
Eksperymentowałeś z założeniem firmy w nowej branży i nie wyszło? Szacun, byku! Ty seksowny eksperymentatorze. Nic dziwnego, że nie musisz się nawet czesać, skoro masz tak atrakcyjny mózg!
Jak wspomniałem, istnieje wiele dróg, aby zmienić postrzeganie błędów. Najważniejsze jest jednak to, aby po prostu tego dokonać i zacząć postrzegać je jako bogate i niewyczerpalne źródło informacji zwrotnej. Życie zamienia się wtedy w niekończącą się przygodę zamiast w pasmo subiektywnych porażek i sukcesów.

