Praktyka nie czyni mistrza. Praktyka utrwala

By Bartek Czekała | Modele myślowe

Istnieją przysłowia i powiedzenia, które zapuszczają mocarne korzenie w ludzkiej świadomości. Często niewidzialną ręką kształtują umysły całych pokoleń. Niestety część z nich jest albo niezrozumiała, albo błędna.

Jednym z takich przysłów jest „praktyka czyni mistrza”.

Hasło to zasiało olbrzymie spustoszenie zarówno w dziedzinie edukacji, jak i w kulturze wielu krajów na świecie. Jako praktyk zajmujący się pamięcią widzę wyraźnie, że w Polsce ten mit zebrał równie bolesne żniwo.


PRZYSŁOWIE WYRWANE ZE SWOJEJ EPOKI

To przekonanie ma długą historię. Szperanie w pradawnych podaniach ujawnia, że angielski odpowiednik tego przysłowia był znany już w XVI wieku. Czy jest to również okres, kiedy zaistniało ono w polskiej świadomości? Ciężko znaleźć informacje na ten temat, ale jest to wysoce prawdopodobne.

Moment jego powstania to coś znacznie więcej niż anegdota z przeszłości. To kluczowa informacja, która całkowicie zmienia perspektywę i sens tych słów.

W średniowiecznej Europie uczeń zdobywał umiejętności, pracując przez lata pod kierunkiem mistrza.

Praktyka była niejako długoterminowym paktem między osobą, która posiadała wiedzę i ją przekazywała, a osobą, która ją przyswajała.

Uczeń nie był pozostawiony sam sobie. Mistrz pokazywał sposób wykonania zadania, oceniał rezultat i wskazywał, co wymaga poprawy. Każda kolejna próba była korektą poprzedniej.

W takim modelu powiedzenie „praktyka czyni mistrza” miało sens: ćwiczeniu towarzyszyły wzorzec, nadzór i korekta błędów.

Czasy te minęły bezpowrotnie. W dzisiejszej dobie jest, wbrew pozorom, niesamowicie ciężko o taką relację. Powiedzenie to jednak nie tylko przetrwało tę erę, ale również odcisnęło trwałe piętno w naszych umysłach. Piętno tak wymowne, że wręcz niewidzialne — bezrefleksyjnie uznajemy je za prawdę objawioną.


PRAKTYKA UTRWALA WSZYSTKO

Wystarczy konsekwentnie robić swoje, a poziom umiejętności będzie rósł niczym wskaźniki przestępczości w gettach Chicago.

Nie ma to nic wspólnego z prawdą.

Praktyka nie czyni mistrza. Praktyka utrwala. Absolutnie wszystko.


JAK POWSTAJE MONOLIT ZŁYCH NAWYKÓW

Jeśli powtórki są nonsensowne, to nie tylko nie zbliżasz się do mistrzostwa, lecz czynisz kolejny krok, aby się od niego oddalić. Tworzysz mozolnie monolit złych nawyków, który będzie rzutował na każdą akcję i decyzję w obrębie dziedziny, w której powstał.

Liczba powtórek nie jest absolutnie żadnym wyznacznikiem postępu.. Błąd powtórzony 100 razy pozostaje błędem. Tyle że 100 razy cięższym do wykorzenienia. Nigdy, ale to nigdy nie możesz zapomnieć, że oduczenie się błędnego automatyzmu jest znacznie bardziej czasochłonne niż zbudowanie poprawnego automatyzmu od zera.

Zauważ, że tworzy to niesamowicie ciekawy i jednocześnie przewrotny paradygmat — źle ukierunkowana nauka, składająca się z wypaczonych powtórek, będzie działać na Twoją niekorzyść.


ŚWIAT, W KTÓRYM NIKT NIE JEST PRZECIĘTNY

Istnieje również przerażająca konsekwencja wiary w to naiwne powiedzenie. Mówimy o konsekwencji skali globalnej i lokalnej — niezależnie od fachu i umiejętności mało kto uważa się za dyletanta. Wszyscy czują się co najmniej kompetentni.

Pewność siebie rośnie wprost proporcjonalnie do liczby lat spędzonych na powtórkach.

Tworzy to kuriozalną sytuację, w której nikt nie jest przeciętny. Owszem, rozumiemy, że istnieje coś takiego jak szeroko pojęta przeciętność w ramach danej umiejętności, ale przecież nie tyczy się ona nas. Praktyka czyni mistrza, a przecież praktykowałeś sumiennie przez lata! Pisałem o tym szerzej w artykule „Klątwa chomiczego kołowrotka wiedzy”.

Właśnie na tym polega słynny efekt Dunninga-Krugera oraz egotyzm atrybucyjny. Pierwszy sprawia, że nie mając wystarczających kompetencji, nie jesteśmy w stanie dostrzec własnych braków. Drugi z kolei dba o nasze ego: każe przypisywać sukcesy własnemu geniuszowi, a porażki zrzucać na karb pecha lub zewnętrznych okoliczności.

Jak często zdarza Ci się spotkać kierowcę z długim stażem, który uważa, że jest co najwyżej przeciętny albo wręcz kiepski? To wydarzenie rzadkie niczym zaćmienie Słońca.

To samo tyczy się zawodów wszelakiej maści:

„Jestem lekarzem / mechanikiem / analitykiem z 15-letnim stażem”.

Jestem więcej niż pewien, że pełna przekonania myśl „Wiem przecież, co robię” poprzedzała większość najgorszych tragedii zeszłych wieków.


CO ODRÓŻNIA PRAKTYKA OD WIRTUOZA

Dosyć brutalnie otrzeźwiającą myślą na temat praktyki jest zastanowienie się, ilu ludzi spotkałeś w życiu, którzy przykładowo ewidencjonują swoje błędy lub je analizują. Jest to praktycznie niespotykane. Jedyne wyjątki, o których regularnie daje się słyszeć, dotyczą absolutnych wirtuozów swoich dziedzin. Jestem więcej niż pewien, że słyszałeś wielokrotnie o tenisistach lub szachistach, którzy wraz z całymi zespołami analizują swoje występy, starając się zidentyfikować potencjalne błędy, aby jak najszybciej je wyeliminować.

Jako nauczyciel języków przez lata zaobserwowałem fascynujące zjawisko. Wiele osób przychodziło na zajęcia, chcąc nauczyć się poprawnie komunikować, ale jednocześnie było niesamowicie niechętnych przyswajaniu reguł gramatycznych. Ich rozumowanie było następujące: nauka najlepiej odbywa się intuicyjnie i organicznie. Języka można nauczyć się, będąc nim otoczonym i rozmawiając z innymi.

Podejście to jest w pewnym sensie zrozumiałe — przecież właśnie tak przyswoiliśmy nasz język ojczysty. Wprawdzie sama nauka polegała m.in. na nieustannych korektach, a więc ukierunkowaniu nauki, przez naszych bliskich, ale czy to naprawdę ważne?


PRAKTYKA POTRZEBUJE SYSTEMU KOREKTY

Nie oznacza to, że ćwiczenia wymagają bezwarunkowej i natychmiastowej informacji zwrotnej. Jeśli jednak celem jest wznoszenie się na coraz wyższe poziomy kompetencji, to konieczny jest plan, którego kluczową częścią jest stworzenie pętli dostarczania informacji zwrotnej a propos efektów naszych działań.

Jej brak oznacza często coraz mocniejsze utrwalanie błędnych schematów. Każda niechlujna powtórka wciska ten mentalny szlam coraz głębiej w szczeliny świadomości.

Prowadzi to nieuchronnie do sytuacji, w których stajemy przed wyborem — czy uczyć się nowych umiejętności i informacji, czy też zacząć korygować te błędnie przyswojone? To nie lada dylemat, zważywszy na to, że nasze zasoby energii i czasu są mocno ograniczone, a usuwanie błędnych schematów jest bardziej czaso- i energochłonne niż przyswajanie nowych.


„PÓŁTOREJ ROKU”, CZYZLI ANATOMIA AUTOMATYZMU

Warto mieć to na uwadze, pracując nad umiejętnościami w nowej dziedzinie. W przeciwnym razie skończysz jak ja. Odkąd stworzyłem swój kanał YouTube, zarzynam język polski, mówiąc regularnie: „Półtorej roku”. Błąd ten był bezskutecznie wytykany mi dziesiątki razy przez różne osoby.

Kłopot polega na tym, że nawet 50 korekt jest kroplą w morzu setek, a być może tysięcy powtórek tej niepoprawnej kolokacji. Jest to głęboko zakorzeniony automatyzm, którego eliminacja kosztuje czas i energię, a z tym jest zawsze ciężko.

Właśnie dlatego „lepiej zapobiegać, niż leczyć”, a właściwie: lepiej od razu nauczyć się poprawnie, niż potem z mozołem się oduczać.


>
Polityka prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i pełnią funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową oraz pomaganie naszemu zespołowi zrozumieć, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne. Więcej przeczytasz w Polityce prywatności.