Życie to sztuka działania w warunkach niepełnej wiedzy

By Bartek Czekała | Modele myślowe

Życie zawsze jawiło mi się niczym wędrówka po lesie składającym się ze znaków zapytania. Od najmłodszych lat zmagamy się z nieznanym oraz własną niewiedzą. Jest to niczym odkrywanie zaciemnionej mapy w grze komputerowej, tyle że wydaje się ona nie mieć końca.

Prawdopodobnie dlatego większość ludzi tak ceni sobie stałość. Staramy się trzymać kurczowo dowolnej ostoi pewności, którą napotkamy w życiu. Zabieg ten umożliwia zachowanie w pewnym stopniu iluzorycznej kontroli nad życiem.

Właśnie dlatego wiele osób zdaje się pozostawać w relacjach, które wcale ich nie satysfakcjonują lub latami tkwią w pracy, która jest porażająco zła — w końcu „lepszy diabeł, którego znamy”.

Nie ma w tym nic dziwnego. Poruszanie się w warunkach niepewności oraz niewiedzy lub niepełnej wiedzy napawa strachem.

Jako rasowy introwertyk, który musi występować publicznie, uświadomiłem sobie lata temu, że istnieje proste wytłumaczenie, dlaczego większość osób tak mocno stresują przemówienia tego rodzaju. Jest nim strach przed nieznanym.

Wielokrotnie moi rozmówcy, gdy im to tłumaczyłem, protestowali, że jest to uproszczone wyjaśnienie. Moją odpowiedzią był prosty eksperyment myślowy.

Wyobraź sobie, że Twoim celem jest wygłoszenia przemówienia przed widownią składającą się z 500 osób. Na jego koniec odbędzie się sesja Q&A (pytań i odpowiedź), gdzie inni specjaliści z danej dziedziny będą testować Twoją wiedzę.

Czujesz niepokój? Powinieneś. Opis taki zaczyna brzmieć bardziej jak mobilizacja do broni niż niewinne spotkanie w kuluarach. Aż do ostatniej minuty spotkania nie masz pojęcia, co się wydarzy ani o co będą Cię pytać. Nie jesteś nawet w 100% pewien, czy w pewnym momencie nie zje Cię stres i nie zapomnisz, o czym to miałeś opowiedzieć.

Niepewność towarzyszy Ci na każdym kroku i nie jest to przyjemne uczucie.

A teraz wyobraź sobie z kolei inną wersję tego przemówienia. Te 500 osób, przed którymi wystąpisz, to Twoja rodzina, przyjaciele, koledzy i ludzie Ci przychylni oraz życzliwi.

Sama treść prezentacji to materiał, który masz w małym paluszku. Masz 100% pewność, że nie zapomnisz niczego, a swoje opinie będziesz wygłaszać z niezachwianą pewnością.

Co więcej, z góry znasz wszystkie pytania, które zostaną zadane Ci na końcu przemówienia, łącznie ze szczegółowymi odpowiedziami na nie.

Jak oceniłbyś swój poziom stresu lub strachu wtedy? Podejrzewam, że byłby on szalenie niski lub praktycznie zerowy. Wiem, że na pewno ja miałbym takie odczucia. Tak właśnie wygląda funkcjonowanie w warunkach pełnej wiedzy. Nie ma tam dużo miejsca na strach czy też wątpliwości.

Głównym problemem w życiu jest niestety to, że niezmiernie rzadko będziemy działać w takich warunkach.

Życie jest sztuką działania w warunkach niepełnej wiedzy.

Osoby, którym uda się opanować tę jedną z najważniejszych umiejętności, większość rzeczy w życiu będzie przychodzić łatwo.

Weźmy na ten przykład naukę języka. Przez ponad 20 lat nauczania języków obcych oraz tego, jak się uczyć, zauważyłem, że jedna z największych przeszkód, nie tylko w nauce, ale i podejmowaniu decyzji, jest właśnie niepewność.

Nie powinno dziwić, czemu nie lubimy uczyć się sami bez pomocy nauczyciela. Nie zrozum mnie źle — nauczyciele, trenerzy czy też mentorzy potrafią być niesamowitą pomocą w procesie nauki i mogą znacznie przyspieszyć tempo rozwoju w danej dziedzinie.

Kłopot polega na tym, że najczęściej są oni usprawiedliwieniem, dlaczego tak mało czasu spędzamy samodzielnie na nauce.

Ciężko zliczyć, ile razy słyszałem od nowych uczestników kursu Vocabulary Labs (jak nauczyć się samodzielnie dowolnego języka) słowa pokroju: „No ale skąd mam wiedzieć, że to, co mówię, jest poprawne?!”. Przełamanie tego sposobu myślenia na pewno zajmuje sporo czasu. Nagrodą jest natomiast prawdziwa wolność.


PANACEUM NA NIEPEWNOŚĆ

Istnieje wiele sposobów radzenia sobie z niepewnością i tym samym podejmowania decyzji.

Można przykładowo:

  • Zwiększać pewność poprzez uzyskanie większej ilości informacji.
  • Znaleźć analogiczne problemy i rozwiązania, które zostały już w przeszłości zastosowane.
  • Tworzyć listy zalet i wad.
  • Dzielić decyzje na łatwo odwracalne i nieodwracalne, drastycznie skracając czas analizy przy tych pierwszych.
  • Analizować szczegółowo koszty i konsekwencje danego rozwiązania.
  • Roztrząsać alternatywy i utracone korzyści (koszt alternatywny).
  • Skonsultować się ze specjalistą lub ekspertem w danej dziedzinie.
  • Przeprowadzać małe, tanie eksperymenty lub testy (tzw. małe zakłady) zamiast od razu podejmować jedną, nieodwracalną decyzję.
  • Wyobrażać sobie całkowitą porażkę projektu i z wyprzedzeniem szukać jej potencjalnych przyczyn (analiza pre-mortem).
  • Identyfikować i celowo eliminować zachowania, które na 100% doprowadzą do porażki (myślenie poprzez inwersję).
  • Budować kilka wariantów rozwoju wydarzeń (scenariusz optymistyczny, realistyczny i pesymistyczny).
  • Wyznaczać sztywne limity czasowe lub informacyjne na podjęcie decyzji, aby zapobiec paraliżowi analitycznemu.
  • Zakładać margines bezpieczeństwa w wyliczeniach na wypadek, gdyby wstępne szacunki okazały się błędne.
  • Angażować drugą osobę do roli „adwokata diabła”, której zadaniem jest celowe podważanie przyjętych założeń.
  • Dawać sobie czas na ostygnięcie emocji i „przespanie się” z problemem przed złożeniem ostatecznej deklaracji.
  • Stosować gotowe reguły kciuka (heurystyki) lub stałe kryteria wyboru, aby odciążyć umysł przy powtarzalnych wyborach.
  • Przekazywać uprawnienia decyzyjne osobom, które znajdują się bezpośrednio przy źródle problemu.
  • Używać rzutu monetą nie po to, by zdać się na los, ale by uchwycić swoją prawdziwą, podświadomą reakcję na dany wynik.

Lista ta to zaledwie wierzchołek góry lodowej o nazwie „działanie w warunkach niepewności”.

Istnieje jednak tylko i wyłącznie jedno relatywnie uniwersalne panaceum na niepewności: działanie.

Bez działania nie ma niczego. Jest ono jednocześnie jednym z najlepszych sposobów na uzyskanie informacji zwrotnej. Każdy wybór jest naszpikowany taką ilością niewiadomych, że dopiero ruszenie z miejsca pozwala odsłonić jego prawdziwe konsekwencje.

Świetna analogia jest widok, który roztacza się przed nami, gdy stoimy na danej ścieżce. Ciężko dokładnie powiedzieć, co znajduje się za horyzontem. Niezależnie od tego, ile informacji zgromadzimy na ten temat i jak długo będziemy się przygotowywać, istnieje tylko jeden sposób, aby się tego dowiedzieć. Trzeba zacząć zmierzać w stronę horyzontu.

Informacje zwrotne, które uzyskamy, nie będą zawsze dla nas korzystne lub przyjemne. Mimo to wciąż są one szalenie przydatne, o czym pisałem w artykule: „Najniebezpieczniej jest nie popełniać błędów”.

Działanie potrafi poradzić sobie nawet z tak ciężkimi egzystencjalnymi rozterkami jak „Nie wiem, co chcę robić w życiu”, z którym zmaga się wiele osób zarówno w wieku nastoletnim, jak i dojrzałym.

Prawda jest taka, że praktycznie nikt od początku nie wie, co chce robić w życiu. Możemy jednak zbliżyć się do odpowiedzi lub bezpośrednio ją uzyskać, podejmując jak największą liczbę wyborów, tj. działając relatywnie szybko i efektywnie, jednocześnie minimalizując negatywne strony naszego działania.

Dopiero z perspektywy czasu można połączyć kropki i powiedzieć: „Ach, więc tak znalazłem swoje życiowe powołanie”.

Ciężko mi mówić za innych, ale na pewno mogę służyć Ci swoim przykładem, jako że dużo o tym rozmyślałem.

Mam wymarzoną pracę. Pracę, która nie istniała, dopóki jej nie stworzyłem. Mogę ze sporą dozą prawdopodobieństwa się założyć, że nie ma na świecie specjalnie dużo osób, które jednocześnie uczą języków obcych, jak i lekarzy, jak zapamiętywać, pomagają innym się uczyć, jak i edukują publicznie na tematy medyczno-dietetyczne, przyjmując jednocześnie pacjentów nie tylko jako dietetyk, ale również jako trycholog.

Mógłbym 1000 lat przeglądać Pracuj.pl i jest dla mnie jasne, że nigdy w życiu nie zobaczyłbym takiego ogłoszenia. Mimo absurdalności tego, co robię, jest mi łatwo połączyć kropki, aby zrozumieć, jak doszło do tego, że stworzyłem sobie tę wymarzoną pracę. Być może kiedyś opowiem więcej na ten temat.

Nadrzędna cecha było jednak z pewnością szybkie podejmowanie decyzji (tj. działanie).

Uczyłem się różnych umiejętności, podejmowałem rozmaite prace i w ten sposób uzyskiwałem informacje zwrotne à propos tego, co jest dla mnie ważne, a czego nie lubię. Z tych kawałków informacji zwrotnych po latach skleciłem Frankensteina, którym jest moja praca.


PARADOKS MONTY HALLA, CZYLI PRZEKLEŃSTWO PASYWNOŚCI

Świetnie obrazuje to również znany, choć bardzo sprzeczny z intuicją, przykład ze statystyki, który został nazwany paradoksem Monty Halla (nazwanym tak od nazwiska prowadzącego amerykański teleturniej „Let's Make a Deal”).

Problem ten wygląda następująco:

  1. Przed Tobą stoją trzy pary drzwi. Za jednymi jest nagroda główna (samochód), a za pozostałymi dwoma są nagrody pocieszenia (kozy).
  2. Wybierasz jedne drzwi (np. nr 1). Twoja szansa na trafienie auta wynosi 1/3.
  3. Prowadzący teleturniej — który wie, co jest za drzwiami — otwiera jedne z pozostałych drzwi (np. nr 3) i pokazuje kozę.
  4. Zostają dwoje zamkniętych drzwi: Twoje pierwsze (nr 1) oraz nieotwarte przez prowadzącego (nr 2). Prowadzący daje Ci wybór: „Zostajesz przy swoim czy zmieniasz na nr 2?”.

Intuicja przytłaczającej większości osób podpowiada jasno, że skoro zostały dwoje drzwi, szansa wynosi 50/50. To błąd, ponieważ prowadzący nie otwiera drzwi losowo — jego działanie dostarcza Ci nowej informacji.

Spójrz na to przez pryzmat Twojego pierwszego wyboru:

  • W 1/3 przypadków na początku trafiasz w samochód. Prowadzący otwiera dowolną z dwóch kóz. Jeśli zmienisz decyzję — przegrywasz.
  • W 2/3 przypadków na początku wybierasz kozę. Prowadzący musi otworzyć drzwi z drugą kozą, co oznacza, że za jedynymi pozostałymi zamkniętymi drzwiami znajduje się samochód. Jeśli zmienisz decyzję — wygrywasz.

Ponieważ na początku częściej mylisz się (2/3 szans) niż trafiasz (1/3 szans), zmiana decyzji sprytnie obraca Twoją początkową pomyłkę w wygraną.

Mechanizm ten można zademonstrować jeszcze inaczej. Wyobraź sobie, że drzwi jest 100, a skrzynia ze złotem znajduje się tylko za jednymi z nich.

Wybierasz drzwi nr 15 (masz zaledwie 1/100 szansy na trafienie). Prowadzący otwiera 98 pozostałych drzwi z kozami, pozostawiając zamknięte tylko Twoje nr 15 oraz drzwi nr 73.

W tym momencie łatwo poczuć, że prowadzący celowo ominął drzwi nr 73, bo prawdopodobnie tam ukryto auto (masz na to aż 99/100 szans). Dokładnie ta sama logika działa przy 3 drzwiach, tylko skala jest mniejsza.

Zresztą nie potrzeba tutaj nawet relatywnie abstrakcyjnych problemów statystycznych, aby zrozumieć, dlaczego pasywność jest najczęściej karana. Jestem więcej niż pewien, że słyszałeś, że osoby, które częściej zmieniają pracę, zarabiają przeciętnie więcej.

Jest to święta prawda, potwierdzona przez wiele badań.

Negocjując stawki w nowej firmie, specjaliści uzyskują średnio od 10% do 20% wyższe wynagrodzenie w porównaniu do poprzedniego. Dla porównania rutynowe podwyżki wewnątrz tej samej firmy wynoszą najczęściej około 3–7% rocznie (co często jedynie waloryzuje pensję o poziom inflacji).


MÓZG - TWÓJ GŁÓWNY PRZECIWNIK

Niestety, cały paradoks życia polega na tym, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do działania. Bycie proaktywnym wymaga energii, a jak pisałem w pierwszym artykule, który powstał na tej stronie („Jak przestać być miękką bułą”), mózg stara się ją oszczędzać za wszelką cenę. Nie troszczy się on specjalnie o przyszłość, ponieważ nie bardzo ją rozumie.

Liczy się tylko tu i teraz. A tak się nieszczęśliwie składa, że jest to również umiejscowienie czasowo-przestrzenne naszych działań. Nic dziwnego, że czujemy taki opór przed szybkim podejmowaniem decyzji. Sam jestem boleśnie świadomy tego, że jest to umiejętność, którą nieustannie muszę szlifować i która pozostawia wiele do życzenia.

Jednocześnie jest w tym coś niesamowicie pocieszającego, że panaceum na większość rozterek, lęków, strachów czy też niepewności jest po prostu ruszenie tyłka.

Strach, lęk i niepewność żywią się wyłącznie biernością. Co więcej, ich rozmiary zdają się fantastycznie korelować z długością pozostawania biernym. Im dłużej siedzisz w swojej głowie i opracowujesz idealny scenariusz, tym większy rośnie potwór, z którym musisz się zmierzyć.

Warto przestać czekać na idealny moment i spędzać wieczność na przygotowaniu się. Okoliczności rzadko kiedy są sprzyjające. Warto po prostu wstać i zrobić cokolwiek, aby się przełamać — często rozpęd, który się nabierze, wykona za Ciebie resztę pracy i być może sam przekonasz się, że większość Twoich obaw znika dokładnie w tym samym momencie, w którym zaczynasz działać.


>
Polityka prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i pełnią funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową oraz pomaganie naszemu zespołowi zrozumieć, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne. Więcej przeczytasz w Polityce prywatności.