Wiemy już od wielu lat, że stany emocjonalne — zarówno pozytywne, jak i negatywne — wpływają bezpośrednio na psychikę. Co najważniejsze, mogą wpływać również na samą strukturę mózgu.
Publikacja naukowa pt. „The effects of gratitude expression on neural activity”, opracowana przez zespół badaczy z Indiana University, analizuje ten proces na poziomie neurobiologii.
Przy użyciu funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) naukowcy wykazali, że intencjonalne wyrażanie wdzięczności, np. poprzez pisanie listów z podziękowaniami, wiąże się z wyraźną i długofalową modulacją aktywności neuronalnej. Zmiany te zaobserwowano przede wszystkim w obrębie przyśrodkowej kory przedczołowej (mPFC) — obszaru odpowiedzialnego m.in. za regulację emocji, empatię i podejmowanie decyzji społecznych.
Co istotne, mPFC uczestniczy także w organizowaniu i nadawaniu znaczenia wspomnieniom. Pomaga łączyć pojedyncze doświadczenia z szerszym kontekstem osobistym, wartościami i oceną tego, co było dla nas ważne. Mówiąc prościej, pomaga określić, jak wspomnienia zostaną „opisane emocjonalnie”. Ma to dalszy wpływ na nasze nastawienie, decyzje oraz sposób interpretowania podobnych sytuacji w przyszłości.
Największa ciekawostka dotyczy jednak tego, że zwiększona czułość struktur mózgowych na wdzięczność utrzymywała się nawet wiele tygodni po zakończeniu eksperymentu. Jest to mocna przesłanka sugerująca, że praktyka wdzięczności może wpływać na neuroplastyczność.
Mózg poddawany regularnemu treningowi uczy się efektywniej przetwarzać pozytywne aspekty rzeczywistości.
MOJE DOŚWIADCZENIA Z WYRAŻANIEM WDZIĘCZNOŚCI
Badanie to jest fascynujące, ale muszę przyznać, że w żaden sposób mnie nie zdziwiło.
Staram się być bacznym obserwatorem rzeczywistości i naprawdę nie jest trudno dostrzec, że sposób postrzegania świata przez osoby, które spotykamy, jest bezpośrednim przedłużeniem ich myśli.
Już Carl Jung pisał lata temu, że to, jak odbieramy rzeczywistość, mówi więcej o nas samych niż o niej.
Przez ostatnie dekady bardzo mocno eksperymentowałem z różnego rodzaju strategiami, które wpływają nie tylko na pamięć, kreatywność i produktywność, ale również na zmianę sposobu myślenia. Notabene, zajęło mi parędziesiąt lat, aby przejść z dosyć skrajnego pesymizmu w odbiorze świata do optymizmu. Jestem więcej niż pewien, że w większości przypadków tylko takie nastawienie daje realną szansę na udane życie oraz szeroko pojęty sukces.
Wspominam o tym, bo bardzo mocno wyryły mi się w pamięci moje eksperymenty dotyczące wyrażania wdzięczności, które przeprowadzałem prawie 20 lat temu. Z perspektywy czasu nie jestem nawet pewien, dlaczego się na nie zdecydowałem, zważywszy na to, że byłem wtedy zarówno skrajnym cynikiem, jak i skrajnym pesymistą.
Niemniej, w tamtym czasie dość dużo mówiło się o tym, że wyrażanie wdzięczności może zwiększać satysfakcję z życia. Stwierdziłem więc, że jeśli już mam narzekać, że jakaś interwencja jest głupia, to przynajmniej warto ją wypróbować, aby móc to uczciwie potwierdzić.
Sam widzisz, że nie był to dobry punkt startowy ani najlepsze nastawienie, jeśli chodzi o teoretycznie obiektywny eksperyment. Pamiętam do tej pory z niesamowitą klarownością, jak bardzo niekomfortowo czułem się, praktykując tę strategię. Nie było to coś, co przychodziło mi naturalnie.
Mimo to praktykowałem wdzięczność przez wiele tygodni, wyrażając ją za cokolwiek dobrego, co mnie spotkało.
W owym czasie wydawałem praktycznie wszystkie pieniądze, które miałem, na ściąganie płyt rockowych z Allegro. Najczęściej były sprowadzane z zagranicy, bo mówimy o dość mało znanych zespołach. Pamiętam, że dziękowałem za każdą płytę, która przyszła, za każdą piosenkę i za każdy dreszcz emocji, który dawały mi odsłuchiwane utwory.
Dziękowałem za energię, dzięki której danego dnia byłem w stanie nauczyć się wielu słówek z angielskiego. Innym razem dziękowałem za przyjaciół. Za każdym razem czułem się jak absolutny głupek i oszust.
Najciekawsze jest jednak to, że po jakimś tygodniu rzeczywiście zacząłem się zmieniać. Czułem się wyraźnie szczęśliwszy, co nie tyle mnie zaskoczyło, ile wręcz zszokowało, bo byłem osobą, która funkcjonowała w stanie permanentnej półdepresji.
Eksperyment zakończyłem po paru tygodniach i już nigdy więcej nie krytykowałem tej strategii. Był to również na pewno jeden z powodów, które sprawiły, że zacząłem zmieniać się całościowo jako człowiek.
Abstrahując od samego wpływu tej interwencji na neuroplastyczność i zmiany struktur w mózgu, chciałbym Ci serdecznie polecić, abyś spróbował tej strategii — szczególnie jeśli zmagasz się z negatywnym podejściem do świata i innych ludzi, a jednocześnie czujesz, że chciałbyś to zmienić.
Dotyczy to również każdej osoby, która nie czuje się szczęśliwa. Prawdopodobnie na początku będziesz czuł się tak głupio i fałszywie jak ja. Być może jednak na finiszu tego eksperymentu okaże się, że ukończy go inna osoba niż ta, która go zaczęła.


Sam taki eksperyment na sobie przeprowadziłem, kiedy byłem nastolatkiem. Trwał on 3 lata (16 do 19 roku życia). Codziennie przed snem zapisywałem 5 rzeczy za które jestem wdzięczny w danym dniu. Co ciekawe do dzisiaj mam te dzienniki w których te „wdzięczności” zapisywałem. Zawsze byłem optymistą i widziałem świat pozytywnie, więc nie widziałem jakieś skrajnie dużej różnicy przez zastosowanie tego eksperymentu, ale mimo wszystko ta różnica występowała.
Ciekawe, ze nawet optymista zaobserwowal jakas roznice! 🙂 Dzieki za komentarz Piotrek!
Bardzo mocno utoższamiam się z tym postem i podpisuję się pod nim rękami i nogami. Co prawda sama jestem bardzo młoda (22 lata) ale od najmłodszych lat przejawiałam tendencję do wysoce pesymistycznego, wrogiego nastawienia do świata i ludzi i mentalności ofiary. To co po pierwsze pozwoliło mi diametralnie się zmienić w ciągu 3 lat to po pierwsze mój mentor-nauczyciel, który był totalnym przeciwieństwem mnie i to on głęboko zainspirował mnie do zmiany a potem już żelazna dyscyplina, konsekwencja i praktyka codziennej wdzięczności i zmuszania się do zauważania dobrych rzeczy. Było to cholernie ciężkie i przeszłam w tym czasie mnóstwo skoków „rozwojowych”, które niesamowicie drenowały moje zasoby poznawcze do zera ale absolutnie niczego nie żałuję. Jakość życia i ilość energi, którą obecnie mogę przetwarzać w działanie jest nie do opisania i za każdym razem jak pomyślę o tym, skąd startowałam a gdzie dzisiaj jestem to czuję wręcz obcość do samej siebie – tak jakbym dostała zupełnie nowe życie 😀 Gość dobrze gada <333
Super, swietnie sie czytalo – dzięki wielkie za komentarz. Ja mam takie żartobliwe podejście, że jeśli człowiek nie patrzy na starą wersję siebie, na przykład sprzed 2-3 lat, i nie myśli: „kurde, jakie ja głupoty robiłem i gadałem” lub „jak malo wiedzialem”, to znaczy, że rozwój naprawdę nie jest dostatecznie szybki 🙂
Ja mam często to wrażenie jak patrzę na siebie z przed roku. Człowieka aż wstyd łapie jak pomyśli jaki był w przeszłości
co to był za mentor? jak go znalazłaś? w czym ci pomógł? jestem rok starsza i wydaje mi się, że możesz mnie zainspirować, tym bardziej, że mam wrażenie że mamy coś wspólnego znajdując się na tym blogu 🙂
W jaki sposób praktykowałeś wdzięczność? Zatrzymywałeś się nad powodem na chwilę i pozwalałeś poczuć te wdzięczność w ciele? Zapisywałeś w telefonie albo zeszycie?
Tak, zatrzymywalem sie nad powodoem na chwile. Wszystko odbywal osie w glowie. Staralem sie zapamietywac rowniez okolicznosci takiego momentu, m.in. gdzie sie wtedy znajdowalem.
Natomiast glownym ciezarem tego cwiczenia bylo mocne skupienie sie wlasnie na powodzie i dlaczego odczuwam za niego wdziecznosc. To czesto prowadzilo do ciekawych kombinacji polaczen.
No dobra, na razie jestem w czarnej d…e z całym życiem. Pytanie do doświadczonych: jak mam wyrażać tą wdzięczność, w myślach, na piśmie czy w inny sposób? Jak często, raz dziennie, co chwilę? Z góry dziękuję za podpowiedź.
Nie ma narzuconej formy. Ja wyrazalem w myslach, innym z kolei wygodniej jest robic to na pismie. Dostosuj to do siebie. Jak czesto? Jak masz klopot z dyscyplina to narzuc sobie jakas realistyczna liczbe np. 5 razy dziennie i zacznij od niej.
Ja też bardzo mocno utożsamiam się z tym opisem. Jak również z historią Bartka, doświadczeniami z dzieciństwa, środowiskiem etc. Jestem rocznik 90. To niesamowite, jak człowiek może przeobrazić się z osoby przepełnionej złością, smutkiem, zazdrością i takimi podłogowymi emocjami do osoby, która uśmiecha się, bo świeci słońce, a jak nie świeci, to dlatego, że ma zdrowe nogi i może spacerować. Do tego można się troszkę popchnąć i wytrenować, czasem sięgnięcie dna i poczucie zniesmaczenia własną osobą albo doświadczenie czegoś trudnego przypomina nam, że naprawdę mamy niesamowite szczęście będąc właśnie tu gdzie jesteśmy z naszymi osiągnięciami osobistym! To takie nasze i unikatowe, wyjątkowe. I wtedy życie zaczyna rzucać nam wspaniałe rzeczy! A przykre doświadczenia? Cudownie! One nas kształtują! Im więcej, tym mocniejszym żołnierzem życia jesteśmy. Satysfakcja nie do opisania! Wiele możnaby było mówić w tym temacie…
Btw- Ogromna wdzięczność za kanał na YT! Uwielbiam słuchać, niemal codziennie! 🙂