↑

Szufladkowanie, czyli niedoceniane narzędzie myślenia

By Bartek Czekała | Modele myślowe

Wiele osób z pełnym przekonaniem twierdzi, że nie lubi łatek lub też szufladkowania. Z jednej strony jest to dla mnie zrozumiałe. Czyż nie jest tak, że lubimy uważać, że jesteśmy niesamowicie złożonymi jednostkami? Redukcja naszej tożsamości do zaledwie paru łatek wydaje się swoistym plunięciem samemu sobie w twarz. Nic nie odda głębi naszej duszy i skomplikowania naszego życia i wyborów.

Uważamy, że tylko my nosimy maski, które zręcznie zmieniamy od okazji do okazji — w poniedziałek jestem introwertykiem, a w piątek duszą towarzystwa na imprezie — podczas gdy jest to dość uniwersalna cecha.


SZUFLADKOWANIE A PAMIĘĆ

Moje zauroczenie szeroko pojętą kategoryzacją rozpoczęło się paręnaście lat temu, podczas jednego z najbardziej obsesyjnych okresów mojego życia, gdy skupiałem się na zrozumieniu natury ludzkiej pamięci.

Gdy czytałem jeden z podręczników neuronauki, dotarło do mnie, że szufladkowanie jest jednym z najbardziej użytecznych mechanizmów, które pomagają nam zapamiętywać informacje. Przykładowo, zapamiętywanie słów związanych z zakupami w kontekście zakupów pomaga zapamiętać te słowa dużo szybciej, niż gdy są losowo rozrzucone.

Przykładem tego drugiego podejścia jest nauka pokroju: „W tym tygodniu nauczę się słowa «pieniądze», za dwa tygodnie słowa «portfel», a za miesiąc słowa «kupić»”.


JEDNO SŁOWO, POTĘŻNY ŁADUNEK INFORMACJI

Etap zauroczenia trwał wiele lat, zanim przeszedł w fazę wykształcenia bardziej ekspresyjnych uczuć względem tego mechanizmu. Był to moment, w którym zrozumiałem, że łatki oraz etykiety są jednym z najłatwiejszych sposobów redukowania ciężaru kognitywnego.

Kategoryzacja jest ewolucyjną drogą na skróty. Już wiele lat temu pisałem, że mózg jest poznawczym skąpcem. Jego praca oraz analizy zużywają ogromne ilości energii, dlatego stosuje heurystyki (uproszczone schematy decyzyjne), by błyskawicznie oceniać: swój czy obcy, bezpieczny czy groźny, kompetentny czy zagubiony.

Potrzeba jest matką wynalazków, a szufladkowanie efektem biologicznej potrzeby oszczędzania zasobów umysłowych. Bez uogólnień każda interakcja wymagałaby analizowania człowieka od zera. Mózg nie jest i nigdy nie będzie gotowy na takie zobowiązanie. Proces ten jest swoistą ewolucyjną koniecznością, od której nie jest w stanie uciec absolutnie nikt. Nie ma tu wyjątków.

Nie powinno to dziwić. Zaledwie jedno słowo jest w stanie wyzwolić całą sieć powiązanych z nim informacji. Zjawisko to nosi nazwę kaskady skojarzeniowej. Jedno słowo działa jak zapalnik, wywołując natychmiastową, rozgałęziającą się reakcję łańcuchową: wspomnienia wywołują emocje, emocje uruchamiają reakcje somatyczne, a te prowadzą do kolejnych myśli.

Wyobraź sobie sytuację, gdy ktoś określa się mianem introwertyka. Pomijając roztrząsania, czy jest to prawda, czy nie, lub gdzie dokładnie taka osoba leży na skali introwertyzmu, wciąż zaledwie to jedno określenie, które bez problemu mieści się w pojemności naszej pamięci roboczej, jest w stanie pomóc nam ją scharakteryzować. Pomaga nam nie tylko lepiej ją zrozumieć, ale też z góry przewidzieć dynamikę wzajemnych relacji.

Mowa zaledwie o jednym słowie, które niesie ze sobą potężny ładunek informacji. Co, jeśli dodamy drugie? Na przykład: „pracoholik”. Obraz natychmiast zyskuje kolejną warstwę głębi i staje się bardziej wielowymiarowy. Nie chodzi oczywiście o stuprocentowo precyzyjną charakterystykę, lecz o funkcjonalny szkic, który w zupełności wystarcza do działania.

Szufladkowanie jest więc niezaprzeczalnie niesamowicie potężnym narzędziem, które jest w stanie usprawnić zarówno działanie naszej pamięci, jak i rozumienie świata.


SZUFLADKOWANIE A KRYTYCZNE MYŚLENIE

Istnieje natomiast jeszcze jedna zaleta kategoryzacji. Jest ona nie dość, że niedoceniana przez absolutną większość osób, to również praktycznie w ogóle nieużywana. Jest nią usprawnienie zdolności krytycznego myślenia.

Przyczepianie sobie łatek może być niezwykle pożyteczne. Warunkiem jest jednak traktowanie ich jako opisu naszych obecnych preferencji, a nie płomiennej deklaracji, której musimy później bronić za wszelką cenę. Etykieta pozwala bowiem w kilku słowach nazwać coś, co mogłoby inaczej pozostać niezauważone: nasze nastawienie do określonego wycinka rzeczywistości.

W swojej działalności edukacyjnej dotyczącej dietetyki często mówię o sobie: „Jestem fanem postu przerywanego” albo „Jestem zwolennikiem diety niskowęglowodanowej”. Za tą niewinną deklaracją kryje się cenna wskazówka: jeśli będę nieuważny, to w tych tematach mogę być szczególnie podatny na efekt potwierdzenia, nazywany po angielsku confirmation bias. To skłonność do poszukiwania, interpretowania i zapamiętywania informacji w sposób, który sprzyja naszym dotychczasowym przekonaniom.

W praktyce mogę więc chętniej czytać badania potwierdzające zalety ulubionej diety, łatwiej zapamiętywać historie osób, którym pomogła, i bardziej pobłażliwie oceniać słabości argumentów przemawiających na jej korzyść. Jednocześnie wobec wyników niezgodnych z moimi przekonaniami mogę nagle stawać się wyjątkowo zażartym krytykiem. Wszystko to może sprawiać wrażenie obiektywnej analizy, choć w rzeczywistości stosuję różne standardy oceny zależnie od tego, czy podoba mi się wniosek.


W POSZUKIWANIU NIEWYGODNYCH DOWODÓW

Jaką rolę pełni tu szufladkowanie? Nazwanie własnej preferencji daje mi szansę zauważenia tej nierównowagi. Skoro wiem, ku czemu się skłaniam, mogę świadomie skierować uwagę również na dowody, które temu przeczą. Dopiero wtedy w głowie pojawia się miejsce na potencjalnie niewygodne pytania pokroju: „W jakich warunkach ta metoda nie działa? Komu nie pomaga? Czy inne rozwiązanie daje podobne rezultaty? Co musiałbym zobaczyć, żeby zmienić zdanie?”.

Nie twierdzę oczywiście, że świadomość własnych preferencji jest w stanie usuwać każdy błąd myślenia. Jest natomiast niesamowicie solidnym fundamentem do dalszej analizy. Dzięki takiemu podejściu możesz zyskać zdolność dużo bardziej obiektywnej agregacji informacji dotyczących dowolnego obszaru wiedzy, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych.

W długim okresie będzie to zawsze oznaczało, że modele świata, jakie budujesz, będą dużo bardziej precyzyjne niż te, które bazowałyby tylko i wyłącznie na bezrefleksyjnych uproszczeniach.

Brak mi słów, żeby wyrazić, jak bardzo ta strategia przysłużyła mi się przez lata. Sprawdza się na tyle dobrze, że świadomie staram się przyklejać sobie kolejne łatki. Pozwalają mi one zwięźle nazwać własne preferencje, a tym samym wskazać miejsca, w których warto uważniej przyjrzeć się swojemu myśleniu.

Każda taka etykieta jest dla mnie drogowskazem: podpowiada, jakich informacji mogę nie chcieć usłyszeć, jakie argumenty mogę zbyt łatwo odrzucać i którym dowodom powinienem przyjrzeć się uważniej.

Szeroko pojęta kategoryzacja, czy też szufladkowanie, nie jest więc procesem, którego powinniśmy się bać lub którego powinniśmy unikać. Jest to jedno z naprawdę wszechstronnych i potężnych narzędzi, które powinny znaleźć się w mentalnym przyborniku każdej świadomej osoby.

Jest w stanie pomagać nam zapamiętywać, rozumieć świat i dostrzegać własne uprzedzenia. Warto jednak zawsze pamiętać, że każdą etykietę można odkleić, gdy przestaje pasować.


>
Polityka prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i pełnią funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową oraz pomaganie naszemu zespołowi zrozumieć, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne. Więcej przeczytasz w Polityce prywatności.